Ale poklei:
16 lipca 2013 roku oddałam szpik dla ośmioletniej wówczas dziewczynki. Był to niesamowity przełom w moim życiu. Wszystko sie odmieniło i to na dobre. I tu zaczęła sie we mnie zmiana. A kobieta zaczyna zmiany od fryzury, prawda?? Chciałam żeby to była ogromna zmiana, nie kolejny nowy kolor na mojej głowie. Czułam, że coś jest z moimi włosami nie tak. Niby duzo ich nie wypada, a stają sie coraz marniejsze. Pewnego dnia trafiłam na bloga Mysi. To był strzał w 10. Pod koniec listopada siedziałam u niej na fotelu. Wiadomości nie były dobre. Stan włosów nawet ok. Ale okazało się, że cierpię na łysienie androgenowe. Do tego bardzo wrażliwa skóra głowy, być może nawet ŁZS. Wyszłam od Mysi z długą listą zaleceń i zmotywowana do działania.
Tak oto zostałam włosomaniaczką. Przepadłam na innych blogach, w rosyjskich kosmetykach, olejach i odzywkach. Coraz częściej słyszałam pochwały moich włosów i to mnie bardzo motywowało.
W zeszłą sobotę umówiłam się do mojej ulubionej fryzjerki w mojej miejscowości, która nie widziała mnie z 1,5 roku. Była w ogromnym szoku - przez ten czas udało mi się znacznie zagęścić włosy.
W sierpniu zgłosiłam sie do akcji zapuszczania Eter. Nie byłam wtedy zdecydowana co dalej z włosami. Teraz spróbuje wrzucić parę zdjęć.
Październik 2013 - farbowane siano. Na czubku głowy były prześwity. Tutaj była akurat próba wydobycia naturalnego skrętu. Na co dzien kręciłam wtedy włosy na papiloty. Wystarczyło wtedy nawinąć je na pół godziny i loczki trzymały sie cały dzień.
luty 2014 na prosto - jest lepiej, ale to jeszcze nie to
lipiec 2014 - niestety przez obcinanie na prosto nie chcą sie juz tak kręcić
a teraz pokaże wam prześwity:
początek leczenia - grudzień 2013
kwiecień 2014 - widać poprawę
Tutaj włosy sfotografowane dla potrzeb akcji Eter. Zdjęcie po lewej koniec sierpnia 2014. Niestety zdjęcie robił syn, a ja nie zauważyłam słońca na końcówkach. Włosy odmówiły falowania juz na amen :( szkoda. Dzięki temu mogłam optycznie zwiększać ich ilość.
Po prawej - grudzień 2014 przed wizytą u fryzjera.
Po wizycie u fryzjera i maseczce z senesu.

Jak widać włosy wiele nie urosły. Pewnie końce sie wykruszały. Pasmo kontrolne przy uchu w sierpniu 27 cm, w grudniu 31 cm. Ciężko było zmierzyć. Końcówki były jak pajęcze nitki. Jak widać zapuszczanie na siłę moich włosów nie ma sensu.Dużym problemem jest u mnie strączkowanie. Jest lepiej od kiedy używam szczotki z dzika. Pewnie będzie jeszcze lepiej jak zetnę farbowane końce. Zapomniałam jeszcze wspomnieć, ze gdzieś w połowie września przyciemniłam rozjaśniane końce. W naturalnym świetle nie widać az takiej różnicy w kolorze jak na zdjęciach.



noo tak włosomaniactwo uzależnia ;)
OdpowiedzUsuńZmiany niesamowite! Gratuluję samozaparcia i tak wspaniałych wyników - wiele osiągnęłaś w tej walce. Tak trzymać, brawo!
OdpowiedzUsuńDziękuję !
UsuńJakie masz już duże odrosty! ;)
OdpowiedzUsuńRóżnica w zagęszczeniu bardzo widoczna :) Gratuluję i życzę dalszych sukcesów ;)
dzięki!! bardzo motywujące są takie wpisy
UsuńMotywujące są takie zdjęcia! :)
UsuńDla mnie moje włosy cały czas są byle jakie. Dzięki Wam widzę je troszkę inaczej.
UsuńJakich kosmetyków używałaś? :) Które najbardziej pomogły? :)
OdpowiedzUsuńNa początku - cerkogel, alpicort i loxon 2. Teraz juz tylko loxon 5 do końca życia. Nie potrafię powiedzieć co najbardziej pomogło. Cerkogel uratował mnie przed swędziawką. Jednocześnie zaczęłam nakładać odżywki na skóre głowy i używać delikatnych szamponów. A loxon to podstawa przy łysieniu androgenowym.
OdpowiedzUsuń